Zaznacz stronę

 

 

 Muzyka łagodzi obyczaje – to powiedzenie znamy od lat. Jakie może mieć działanie na organizm człowieka? Jaka może być jej rola w psychokosmetologii? Na te i inne pytania udzielił odpowiedzi muzykoterapeuta i psycholog Bartłomiej Tarkowski.

 

 

 

– Panie Bartłomieju, jest Pan muzykoterapeutą. Czy może Pan nam przybliżyć muzykoterapię, powiedzieć coś więcej na jej temat, na czym polega?

– Muzykoterapia, jak każda inna forma terapii, to działanie w celu przywrócenia harmonii i równowagi w organizmie człowieka. W tym wypadku zamiast podawać lekarstwa czy stosować metody terapii psychologicznej, aby poprawić jakość życia pacjenta, wykorzystujemy muzykę. Muzykoterapią nazwiemy właściwie każde celowe, terapeutyczne działanie z wykorzystaniem muzyki. Już samo słuchanie odpowiednio dobranych utworów może przynosić pozytywne skutki dla naszego samopoczucia. Takie metody, w których pacjent jedynie słucha przygotowanych przez muzykoterapeutę utworów, zaliczymy do tak zwanej muzykoterapii receptywnej. Jednak dużo ciekawsze (oraz dające lepsze efekty) są metody aktywne – w których to pacjent tworzy muzykę z wykorzystaniem prostych instrumentów, własnego ciała, głosu, przedmiotów codziennego użytku. Co najważniejsze – może to robić właściwie każdy! Do udziału w sesji muzykoterapeutycznej nie są potrzebne specjalne umiejętności muzyczne, szkoły ani dobry słuch muzyczny. Podczas takich zajęć liczy się aktywność, a nie jej efekt. Samo obcowanie z muzyką wystarczy, by osiągnąć zamierzone cele terapeutyczne.


– Czy sesje muzykoterapii aktywnej prowadzi się indywidualnie, czy w grupach?

 

– Muzykoterapię aktywną można prowadzić zarówno indywidualnie, jak i grupowo. Zależy to od wielu czynników – preferencji muzykoterapeuty, celu terapii, stanu pacjenta, warunków panujących w miejscu, w którym pracujemy. Nie da się jednoznacznie wskazać, która z form jest lepsza czy bardziej efektywna. Sesje indywidualne dają nam możliwość stałego pozostawania w kontakcie z danym pacjentem, reagowania na jego nastrój, emocje i postępy w terapii. W grupie mamy z kolei okazję wspólnego muzykowania, doświadczania wielu dynamicznych procesów, istnieje szansa na współpracę z innymi członkami grupy, uwrażliwianie na więzi i stosunki społeczne, współodczuwanie i współtworzenie muzyki. Ja preferuję sesje grupowe – być może wymagają one często większego zaangażowania i czujności od samego muzykoterapeuty, ale w moim odczuciu uczestnikom takich zajęć dają jeszcze więcej radości i pozytywnej energii.

 


– W jakich przypadkach/jednostkach chorobowych muzykoterapia przynosi rezultaty?

 

– Tak naprawdę muzykoterapię można stosować w zasadzie zawsze. Spektrum możliwości jej wykorzystania jest bardzo szerokie, a przeciwskazania do udziału w takich sesjach są niezwykle rzadkie. Tak więc możemy ją stosować w wielu wypadkach, począwszy od wspierania rozwoju psychoruchowego dzieci, pracy z osobami z niepełnosprawnościami umysłowymi, autyzmem, poprzez redukcję stresu lub wspieranie rehabilitacji i fizjoterapii aż po poprawianie jakości życia i funkcjonowania osób starszych. Warto wspomnieć o tym, że muzykoterapia jest najczęściej po prostu przyjemna. Niemal zawsze – niezależnie od zakładanego głównego celu terapeutycznego – „efektem ubocznym” takich zajęć jest poprawa nastroju, wywołanie pozytywnych emocji. Warto jednak przy tej okazji wspomnieć, że muzyka „sama w sobie” nie jest bodźcem silnym. Jej słuchanie czy nawet wykonywanie czasami może przynosić skutki niewielkie bądź krótkotrwałe. Dlatego tak ważny jest umiejętny dobór utworów, wykorzystanie różnorodnych technik, łączenie muzykoterapii z innymi aktywnościami – ruchem, formami teatralnymi i metodami psychologicznymi.

 


– W jaki sposób dobierana jest muzyka do danej jednostki chorobowej? Czy jest to poprzedzone procesem obserwacji, czy może są jakieś gotowe zestawy utworów?

 

– Moim zdaniem, aby trafnie dobrać muzykę do danej sesji muzykoterapeutycznej, warto się zastanowić nad tym, jaki chcemy osiągnąć cel – czy ma to być relaksacja, aktywizacja, wspomaganie ruchu i ćwiczeń, a może jeszcze coś innego. Drugim ważnym czynnikiem są preferencje naszego pacjenta – dobrze jest pamiętać, że nawet idealnie dobrana muzyka, ale taka, która nie trafi w gusty naszego pacjenta, nie da pożądanych efektów. To wszystko sprawia, że muzykę staram się dobierać w miarę możliwości indywidualnie dla każdego z pacjentów – zwracając uwagę niekoniecznie na samą jednostkę chorobową, ale właśnie na cel terapii i gust muzyczny osoby, z którą pracuję. Oczywiście, istnieją gotowe zestawy, płyty – np. z muzyką relaksacyjną. Myślę, że warto z nich korzystać, jednak trzeba ich używać z rozwagą, traktować raczej jako inspirację do pracy, zawsze obserwując reakcję naszego pacjenta. Zazwyczaj im bardziej zindywidualizujemy nasze wybory, tym większą mamy szansę na dobre efekty każdej sesji.

 


– Wiem, że jest Pan psychologiem. Czy w pracy psychologa wiedza z zakresu muzykoterapii jest przydatna (lub odwrotnie)?

 

– Zdecydowanie tak! To z pewnością są dziedziny, które mocno się przenikają. Sądzę, że obie mogłyby się „sporo od siebie nauczyć”. Psychologia może się pochwalić wieloma badaniami, silnymi podstawami naukowymi, dobrze wyjaśnia, mierzy i tłumaczy mechanizmy wielu procesów psychicznych. Mam poczucie, że tego formalnego podejścia nadal nieco brakuje w stosunkowo młodej dziedzinie, jaką jest muzykoterapia – kolejne rzetelne badania i rozbudowanie jej podstaw i założeń teoretycznych z pewnością byłoby wartościowe. Jednocześnie w moim odczuciu muzykoterapia ma w sobie jeszcze sporo „młodzieńczego szaleństwa” – czegoś, co psychologia w dużym stopniu zatraciła. Oczywiście, w muzykoterapii również mamy podstawy teoretyczne dla naszych działań i poruszamy się po gruncie sprawdzonych metod, ale równie często improwizujemy, obserwujemy, co działa w pracy z naszym pacjentem, i idziemy w tym kierunku. Modyfikujemy znane metody do własnych potrzeb. Często nie jest konieczne wyjaśnianie jakiegoś zjawiska, obudowywanie go dodatkową teorią, szukanie jego podstaw. Z mojej perspektywy daje to zdecydowanie większą wolność, sprawia, że praca muzykoterapeuty jest zawsze inna, fascynująca, pozwala na co dzień odkrywać coś nowego.

 


– Dlaczego zainteresował się Pan muzykoterapią?

 

– Mam poczucie, że w moim przypadku muzykoterapia była naturalnym połączeniem i rozwinięciem tego, co towarzyszyło mi w życiu na co dzień. Od wielu lat gram na gitarze, ukończyłem szkołę muzyczną, cały czas realizuję się w zespołach wykonujących różne gatunki muzyki – od alternatywy po tzw. muzykę klasyczną. Już jako student psychologii starałem się jak najczęściej korzystać z tej pasji muzycznej, prowadząc różne badania z zakresu percepcji muzyki, jej wpływu na odczuwane przez człowieka emocje, wykorzystania muzyki w marketingu. Ukończenie studiów z zakresu muzykoterapii dało mi możliwość jeszcze mocniejszego zespojenia tych dwóch światów, tak aby faktycznie korzystać ze swojej pasji w codziennej pracy z pacjentami.

 


– Muzykoterapia doskonale wpisuje się w koncepcję kosmetologii holistycznej. Muzyka na co dzień jest wykorzystywana podczas zabiegów jako dodatkowa forma relaksacji. Czy jako muzykoterapeuta ma Pan jakiś pomysł, radę, w jaki sposób można korzystać z muzyki w psychokosmetologii?

 

– Muzykoterapia ma w swoim „arsenale” bardzo szeroki wachlarz metod pracy. Wspomniana relaksacja przy muzyce jest oczywiście efektywna. Warto łączyć ją jeszcze z innymi metodami, takimi jak na przykład wizualizacje, trening Schulza czy Jacobsona, których bardzo łatwo można się nauczyć lub znaleźć ich gotowe przykłady przygotowane przez specjalistów. Istnieją również badania, które wskazują, że odpowiednio dobrana muzyka – zgodna z preferencjami słuchacza – ma działanie „przeciwbólowe”, zwiększa zarówno próg bólu, jak i czas, przez który jesteśmy w stanie znosić nieprzyjemny bodziec. Bardzo ciekawym połączeniem muzykoterapii i działań znanych z kosmetologii wydaje mi się również masaż z wykorzystaniem mis tybetańskich lub specjalnych kamertonów – w ich wypadku można nie tylko usłyszeć, ale także poczuć dźwięk na własnej skórze. Oprócz tego warto pamiętać, by wykorzystywać nie tylko muzykę typowo relaksacyjną – jeśli podczas któregoś zabiegu (lub jego części) oddziałujemy na pacjenta energetyzująco, pobudzająco, to postarajmy się wybrać także taką muzykę. Przygotowanie własnej listy utworów dla danego zabiegu pozwoli nie tylko w pewien sposób kontrolować stan pobudzenia pacjenta (poprzez tempo i charakter muzyki), ale także śledzić czas kolejnych części danego zabiegu (jeśli odpowiednio dobierzemy także długość utworów). To tylko kilka z moich propozycji. Myślę, że w wypadku wykorzystania muzyki ograniczać nas może tylko własna wyobraźnia. Oczywiście, niektóre metody będą wymagały dłuższej praktyki, ćwiczeń, zgłębienia literatury lub nawet odbycia kursów, ale jestem przekonany, że nie tylko mogą stanowić ciekawe urozmaicenie, ale również zwiększać efektywność i satysfakcję pacjentów z konkretnych zabiegów.

 


– Dziękuję bardzo za poświęcony czas oraz cenne wskazówki dla kosmetologów.

 

 

Bartłomiej Tarkowski – psycholog, muzykoterapeuta. Ukończył psychologię na Uniwersytecie Łódzkim oraz muzykoterapię na Akademii Muzycznej w Łodzi. Pracuje jako wykładowca na Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi oraz asystent w Zakładzie Psychodermatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Prowadzi między innymi zajęcia dotyczące wykorzystania kompetencji miękkich w kontakcie z pacjentem. Jako muzykoterapeuta pracuje z grupą osób z niepełnosprawnościami – uczestnikami Warsztatów Terapii Zajęciowej przy SOSW nr 3 w Łodzi. W swojej działalności psychologicznej skupia się na prowadzeniu zajęć kształtujących kompetencje miękkie oraz na pracy ze stresem i tremą – głównie w grupach uczniów i studentów kierunków muzycznych. Prowadzi badania z zakresu psychologii muzyki oraz psychodermatologii. Przygotowuje rozprawę doktorską w ramach międzyuczelnianych studiów doktoranckich InterChemMed.

Muzykoterapia okiem psychologa. Muzyka a psychokosmetologia.

utworzone przez | Mar 21, 2020 | Blog | 0 komentarzy